Przejdź do głównej zawartości

KONKURS - Magazyn Maszkety może trafić w Twoje ręce!


Niedawno ukazał się drugi numer naszego Magazynu „Maszkety”, który można przeczytać w internecie http://magazynmaszkety.pl/.
W związku z tym na wszystkich blogach autorek, które brały udział w przygotowaniu magazynu ogłaszamy mały konkurs, w którym będzie można wygrać egzemplarz pierwszego numeru Magazynu Maszkety, który udało nam się wydrukować dzięki dotacji uzyskanej z Urzędu Miasta w Chorzowie.

Zadaniem konkursowym jest opisanie swojej największej wpadki kuchennej. Opis ma być krótki – maksymalnie 300 znaków bez spacji i zabawny, to nasze jedyne wymogi.

Odpowiedzi prosimy nadsyłać w ciągu tygodnia czyli do 26.10 w komentarzach pod tym postem!

Zapraszam do wspólnej zabawy i czytania magazynu! :)
Nagrodę wysyłamy wyłącznie na terenie Polski!


Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, serdecznie zapraszam do "polajkowania" Maszketowego fanpage - https://www.facebook.com/maszketymagazyn?fref=ts

Jeżeli macie ochotę, ucieszę się, jeżeli również odwiedzicie mojego, blogowego fejsbuka :)
- https://www.facebook.com/Decorateacake?fref=ts




Komentarze

  1. Jako dziecko z wielką błogością na ustach przyglądałam się pieczeniu ciast. Oczywistym narzędziem był dla mnie piekarnik, czymś naturalnym żelatyna, która trzymała wszystkie kremy ''do kupy''. Bez wiedzy żadnej istoty żywej postanowiłam wykazać się własnym kunsztem cukierniczym. Na rozgrzewkę miał to być czekoladowy biszkopt z bitą śmietaną. I powiem, że biszkopt owszem - wyszedł. Problem pojawił się wtedy, kiedy wpadłam na genialny pomysł pieczenia bitej śmietany utrwalonej żelatyną (w grudkach?) w piekarniku, tak aby otrzymać coś na kształt chrupkiej, przyrumienionej bezy (no przecież takie też były na ciastach - białe z cukrem i się trzymały!). Skończyło się potopem w piekarniku, wielkim sprzątaniem i solidną burą.
    Od tego czasu minęły już długie lata. Na szczęście historia ta nie zniechęciła mnie do pieczenia w wymiarze długofalowym i dziś mogę pochwalić się blogiem ze słodkościami... i nie tylko.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Do dziś nie zapomnę jak mama kazała usmazyć mi piersi z kurczaka a ,że śpieszyło mi się wrzuciłam je prędko na patelnię i podkręciłam gaz prawie na maksa,zeby szybciuteńko sie zrobiły. Wiadomo co wyszło...podeszwy i na dodatek lekko spalone ale co tam poskrobałam trochę, wyglądały ok, zjedzone zostały wszystkie - tak głodni byli...:)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Epicka ryżówka. Zamiast dać 5 łyżek ryżu jak kazała mama ja dałam jakoś z 30! I to nie z własnej woli... Otóż mama wybrała najgorszy moment do przekazania tej istotnej informacji o 5 łyżkach ryżu. Moment, w którym ja SPAŁAM! I zamiast usłyszeć 5 łyżek usłyszałam PO 5 łyżek. A że domowników 6 to wyszło 30 łyżek ryżu. Z zupy z ryżem wyszedł sam ryż… A może risotto?

    P.S. Limit 300 znaków jest zabójczy, ale jakoś się zmieściłam... choć historia znacznie krótsza i trochę mniej barwna wyszła...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czekoladowa pokusa - ciasto czekoladowe z polewą czekoladową.

Lody bananowe z masłem orzechowym i jogurtem naturalnym - bez maszyny!

Koktajle - bomby witaminowe pełne energii!